A wszystko się zaczęło…

A wszystko się zaczęło w małej, lecz przytulnej salce gimnastycznej Liceum im. Powstańców Śl. w Rybniku, do której to szkoły zacząłem uczęszczać już od poziomu szkoły podstawowej, czyli w końcu lat 40-tych ub. wieku. Ludziom, którym zawdzięczam najwięcej, iż, na tyle lat związałem się z koszykówką i rybnickim sportem w ogóle, to nieżyjącej już wspaniały nauczyciel wf profesor Alojzy Jochemczyk oraz nestor rybnickich trenerów Tadeusz Jarnecki zwany przez swoich wychowanków „profesorkiem”. O profesorze Alojzym Jochemczyku powiedziano i napisano już wiele. Kilka lat temu nazwano jego imieniem hale sportową przy ZSE-U. Miałem ten zaszczyt, że utrzymywałem z nim znajomość przez cały okres studiów i pracy zawodowej. Był dla mnie wzorem rzetelnego, solidnego nauczyciela wf kochającego młodzież ze wzajemnością, który od rana do wieczora krzątał się po sali gimnastycznej i boisku szkolnym umożliwiając wszystkim chętnym uczniom uprawiania ulubionych dyscyplin sportu. Swoją postawą, przyjacielskim stosunkiem do swoich podopiecznych powodował, iż nawet najbardziej niezdyscyplinowanym uczniom „ nie wypadało” wobec niego zachowywać się niewłaściwie. „Profesor” do samej śmierci interesował się wynikami swoich wychowanków, cieszył się również moimi sukcesami, jako szkoleniowca. Po śmierci żony czuł się bardzo samotny i odwiedził mnie kilka razy w moim mieszkaniu. Przyznam się, że do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, iż nie znalazłem dla niego więcej czasu. W tym miejscu przypomina mi się sentencja księdza Twardowskiego „ Kochajmy naszych bliskich, bo tak szybko odchodzą”. Mam nadzieję, że uczniowie I LO im. Powstańców Śl. doczekają się wreszcie hali sportowej i znajdzie się w niej również tabliczka upamiętniająca osobę „Profesora” i nazwę klubu szkolnego „Spartakus”. Obecnie w I LO uczy wf-u syn profesora Mańki – nauczyciela łaciny z okresu pracy prof. Jochemczyka. Może on wspólnie z obecnymi wuefistami wrócą do tradycji i założą SKS „Spartakus” przy I LO.

 W latach 50-tych po ukończeniu studiów na AWF w Warszawie do Rybnika przyjechał i podjął pracę w Technikum Budowy Maszyn Górniczych (obecnie „Mechanik”) Tadeusz Jarnecki, człowiek, który położył ogromne zasługi dla rozwoju rybnickiego sportu a              w szczególności dla rozwoju sportu w środowiskach górniczych szkół – „Profesorek”, bo taki po latach uzyskał pseudonim był w zasadzie trenerem I kl. w lekkiej atletyce, ale znał się również całkiem dobrze na koszykówce, siatkówce – był bardzo wszechstronnym. Był okres w latach 50-tych, kiedy Tadeusz Jarnecki prowadził jednocześnie zajęcia z grupami lekkoatletów, koszykarzy i koszykarek. Nie sposób wymienić wszystkich jego wychowanków, którzy osiągnęli wysoki, mistrzowski poziom w sporcie, jednakże uważam, że podobnie jak i w moim przypadku, jego największym sukcesem życiowym jest olbrzymia ilość dziewcząt i chłopców, którzy poprzez uprawianie sportu kształtowali swe charaktery i postawy oraz dzięki temu osiągnęli sukces w życiu zawodowym i osobistym.

Uważam, że ta strona pracy nauczycieli, trenerów nie zawsze jest właściwie doceniona.                    Za swój największy dotychczasowy sukces życiowy, uważam zajęcie II miejsca w plebiscycie „Gazety Wyborczej” na trenera Wszechczasów w koszykówce na Śląsku. Glosowali wyłącznie trenerzy, zawodnicy i działacze związani wyłącznie ze śląskim basketem. Doceniono mnie za ilość wyszkolonych zawodników, którzy osiągnęli poziom reprezentacji Polski w różnych kategoriach wiekowych.

Jednakże w moim osobistym przekonaniu, szczerze się przyznam, równie wielka satysfakcję przynoszą mi dokonania moich wychowanków w różnych dziedzinach życia i jestem dumny, iż trenowały u mnie tysiące chłopców i dziewcząt, z których bardzo wielu jest znanymi lekarzami, prawnikami, trenerami, politykami, policjantami i biznesmenami. Uważam, że takie samo odczucie ma wielu nauczycieli wf i trenerów, którzy sprawę wychowania traktują na równi z wynikiem sportowym.

W latach 40 i 50-tych kuźnią koszykówki w Rybniku była właśnie mała sala Liceum im.Powstańców, gdzie uczył prof. A. Jochemczyk zaś dyrektorem był prof. Szymański – wybitny pedagog, który awansował na dyrektora elitarnego ogólniaka w Krakowie im. Sobieskiego. Najbardziej znanymi koszykarzami w tym czasie byli: Mieczysław Korbasiewicz – późniejszy prezes ROW-u R-k, Adam Motyka, Tadeusz Zotyka, Andrzej Liberacki, Tadeusz Hanik były dyrygent filharmonii rybnickiej. Rybnicki ogólniak był również kuźnią wybitnych lekkoatletów, z których najwybitniejszymi byli: Władek Sokołowski – akademicki mistrz Polski w pchnięciu kulą – obecnie jest lekarzem i mieszka   w Kanadzie, Adam Bezeg – wybitny tyczkarz, trener kadry Polski w skoku wzwyż – obecny Prezes Klubu Olimpijczyka, Tolek Węgiel – skoczek w dal obecnie profesor na A.M             w Zabrzu. Duże zasługi w rozwoju koszykówki w „Powstańcach” miał bratanek profesora Hertza – Lechosław Hertz – późniejszy warszawski aktor i autor przewodników turystycznych po okolicach Warszawy. Leszek był „samozwańczym” trenerem i w godzinach wieczornych (mieszkał w szkole) prowadził zajęcia z młodszymi rocznikami w tym z moim rocznikiem.

Koszykówka w „Powstańcach” była zdecydowanie dyscypliną nr 1 i w zasadzie „grali w nią” prawie wszyscy uczniowie. Profesor Jochemczyk organizował systematyczne rozgrywki międzyklasowe zaś w ich organizacji dużą role pełnili sami uczniowie. Do wyróżniających się reprezentantów szkoły należeli miedzy innymi niedawno zmarły Leszek Piotrowski – znany adwokat były wiceminister sprawiedliwości, Olek Danel – znany ginekolog, Piotrek Kukuczka – tato znanego koszykarza Wojtka, Stefan Szymura – obecny profesor Politechniki Śląskiej. Jednakże największe sukcesy reprezentacja „Powstańców” w wojewódzkich rozgrywkach odnosiła, kiedy trzon drużyny stanowili uczniowie rocznika 1939 zaś najlepszymi byli Tadeusz Jończyk – prawnik – późniejszy dyrektor ds. pracowniczych          w Spółce Węglowej, wybitny działacz sportowy – współtwórca sukcesów drużyn żeńskich i męskich KS”ROW”, Heniek Piechaczek – obecnie profesor na AWF w Warszawie i niżej podpisany.

W tym czasie największym poważaniem wśród „uczniowskiej braci w „Powstańcach” cieszyli się właśnie koszykarze i uczniowie wchodzący w skład teatru szkolnego utworzonego przez wspaniałego pedagoga prof. Kazimierza Hertza. W tym miejscu muszę wspomnieć o atmosferze, jaka panowała w szkole dla sportu. Tworzyła ją właśnie kadra pedagogiczna z profesorem Jochemczykiem i dyr. Drozdowskim na czele oraz sami uczniowie. Pamiętam mecz, jaki rozgrywała reprezentacja szkoły o mistrzostwo województwa z zespołem „Mickiewicza” z Katowic, w którym grali II ligowi zawodnicy. Mała sala wypełniona do ostatniego miejsca tak, że część kibiców prawie wisiała na drabinkach. Na ławeczce siedziała prawie cała kadra pedagogiczna szkoły. I zwycięstwo! Co to się działo! W czasie przerwy, to właśnie idąc korytarzami koszykarze byli najważniejszymi osobami w szkole a nie nawet „najlepsze kujony”. Tak właśnie kształtowała się atmosfera dla sportu w szkole. Tak się składa, że właśnie z grona uczniów uprawiających sport wyszła z „Powstańców” olbrzymia ilość znanych dzisiaj profesorów, lekarzy, polityków, trenerów i wybitnych specjalistów       w różnych dziedzinach życia. W tych czasach graliśmy piłkami sznurowanymi z dętkami. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy nauczyciel geografii p. Przyłucka przywiozła do szkoły pierwszą piłkę tzw. „węgierkę”, która była pompowana za pomocą igły (jak obecnie!). Profesor Jochemczyk wydawał piłkę wyłącznie na mecze międzyszkolne. Wracając do tematu LO „Powstańców” muszę zaznaczyć, iż niedane mi było zdawać maturę w tym „ogólniaku”. Naraziłem się bowiem w maturalnej klasie matematyczce Kielach i samemu dyrektorowi Drozdowskiemu, któremu na dwa tygodnie przed maturą nie pozwoliłem się wyrzucić z sali gimnastycznej z klubowego treningu. Wspominam jednak „Powstańców” bardzo ciepło, bowiem uczyło mnie wielu wspaniałych pedagogów, z prof. Morusem, prof. Dublewskim, Różańską, Rzerzuchową, Hertzem i oczywiście prof. Jochemczykiem na czele. Maturę zdałem rok później w Żorach razem ze swym przyjacielem Staszkiem, R. który później zrobił doktorat z biologii. W „Powstańcach” w moich czasach słynna była niechęć jaką się darzyli polonista, prof. Dublewski i matematyczka prof. Henisz ps. „Cyfra”. Pamiętam anegdotę, jaką opowiadano, iż na jednym z komersów – grała orkiestra szkolna, doprowadzono do sytuacji, iż prof. Dublewski poprosił do tańca „Cyfrę”, która była starszą, niezbyt powabną, panią. Orkiestra złośliwie grała bardzo długi kawałek, co wywołało reakcję prof. Dublewskiego, który zostawił „Cyfrę” na środku sali podszedł do orkiestry podparł się pod boki i na cały głos powiedział, „co wy huncwoty sobie myślicie, że ja tę szafę będę przez godzinę przesuwał?”

Prof. Dublewskiego, któremu można by dać pseudonim  „Cytat” b. lubiłem, mimo, iż nazwał mnie „zasranym sportowcem” lub „głosem z kąta”. Ogólniak w Żorach różnił się znacznie od „Powstańców” zaś nauczyciela wf. o pseudonimie „Szpryc” za bardzo nie lubiłem.

 

Piszę o organizacji zawodów, bo kiedy widzę obecną organizację zawodów szkół średnich, gdzie ściąga się na salę MOSiR-u kilka drużyn i rozgrywa się w zasadzie mecze bez kibiców, to robi mi się smutno. Jest to „odfajkowanie” imprezy a nie propaganda danej dyscypliny sportu w szkole. To niech grają chociażby „4” w ciasnej salce „Powstańców”, ale przy wypełnionej widowni (nawet wisząc na drabinkach!). Byłem świadkiem finałowego meczu o mistrzostwo województwa w koszykówce w relacji gimnazjów, który odbył się na sali MOSiR-u. Bardzo dobry zespół Gimnazjum nr 1 grał w zasadzie bez kibiców. Dyrektorka szkoły ( z wykształcenia wuefistka) i prowadzący nauczyciele wf „nie potrafili” zorganizować kilku klas do kibicowania.

Odbiegałem nieco od tematu, lecz w swoich wspominkach, nie mogę nie nawiązać do współczesności.

 

Drugim ośrodkiem szkolnym, który zaczął szkolić koszykarzy w Rybniku było właśnie w/w TBMG, gdzie podjął pracę Tadek Jarnecki. W krótkim czasie wyszkolił kilku dobrych koszykarzy, z których najbardziej znani byli: Stefan Sowa – późniejszy reprezentant Polski    w piłce ręcznej, Heniek Siborz, Zdzisiek Lach (wyśmienity strzelec) czy Bercik Rygoł.                W tym czasie, czyli w II połowie lat 50-tych powstały kluby sportowe „Zryw”, które organizowały ogólnopolskie rozgrywki w relacji województw. Trenerem wojewódzkim „Zrywu” był nestor śląskich trenerów późniejszy trener „Baildon” K-ce dr Walerian Klimontowicz. W 1956 roku reprezentacja Śląska „Zrywu”, w której grało wielu zawodników z Rybnika wzięła udział w ogólnopolskiej spartakiadzie na stadionie „Dziesięciolecia”          w Warszawie.

W latach 1958 – 62 byłem studentem WSWF Kraków i w tym czasie grałem w drużynie RKS Rybnik, której trenerem był Mietek Korbasiewicz zaś prezesem klubu był moim zdaniem najwspanialszy działacz sportowy w historii rybnickiego sportu, czyli mgr Tadeusz Trawiński. To właśnie Tadeusz Trawiński będąc dyrektorem ekonomicznym Rybnickiego Zjednoczenia Węglowego zbudował potęgę rybnickiego żużla. Granie w czasie studiów        w Rybniku pozwalało mi na częste przyjazdy do Rybnika do rodziców „na wyżerkę”, bowiem sytuacja materialna rodziców była kiepska i będąc w Krakowie często po prostu chodziłem głodny. Klub płacił mi zwrot kosztów przejazdu i dietę w wysokości 100zł, co było 1/3 miesięcznego stypendium, jakie otrzymywałem z uczelni. Studia ukończyłem (uzyskałem absolutorium) w czerwcu 1962 roku i od września tego roku podjąłem pracę w Komendzie Powiatowej Milicji w Rybniku na stanowisku starszego referenta kulturalno – oświatowego. Do moich zadań należała organizacja szkoleń, opracowywanie i przyjmowanie do milicji nowych pracowników, organizacja zajęć sportowych i kulturalnych. W ciągu kilku lat Komenda Milicji w Rybniku stała się najlepszą w województwie na milicyjnej spartakiadzie zaś jej wizytówką byli piłkarze, tenisiści stołowi, wieloboiści, kolarze i ciężarowcy. Ówczesny Komendant Milicji w Rybniku mjr Franciszek Waloszek przykładał dużą wagę do sportu. Również jego następca płk Euzebiusz Danecki kontynuując działania poprzednika był inicjatorem i „sprawcą” wybudowania w Rybniku gmachu nowej komendy z nowoczesną jak na te warunki salą gimnastyczną. Sala ta stała się kolebką, w której wychowało się całe pokolenie koszykarzy i koszykarek stanowiących o sile rybnickiego basketu.