Czego oczekujemy od Rady Sportu?

„Felieton Zygi”

„Czego oczekujemy od Rady Sportu?”

Od kilkunastu lat piszę artykuły na temat stanu rybnickiego sportu. Jako Szef Rady Trenerów w KS „ROW’R-k w latach „80tych” ub. wieku, trener z ponad 50 letnim stażem pracy już od 1999 roku „bombardowałem” prezydenta Adama Fudalego artykułami wskazującymi na konieczność opracowania sensownego programu rozwoju sportu w naszym mieście. Działania te przyniosły pozytywny skutek i w 2003 roku grupa w składzie Michał Zorychta (Wydział Spraw Społecznych UM), Tadek Bonk (Wydział Edukacji), Stefan Adamczyk i niżej podpisany  opracowała dokument pod nazwą „Strategia Sportu dla Miasta Rybnika na lata 2004 – 2010” który został jednogłośnie przyjęty przez rybnickich radnych. Przedsięwzięciu temu aktywnie patronowała p. Ewa Ryszka Wiceprezydent Miasta Rybnika. Powołano Radę Sportu z moją osoba jako przewodniczącego. W radzie byli przedstawiciele dyscyplin sportu w tym dżudo (p.Cieślik) , szachów (p.Piotr Bobrowski), siatkówki (p.Pinoczek), piłki nożnej (p.Piekarczyk).

 

Z przykrością muszę się przyznać, że nie udało mi się członków Rady przekonać do działań, które miały służyć rybnickiemu sportowi jako całości. Rozbieżne interesy spowodowały, że każdy pilnował „swego podwórka”. Moim zdaniem jedynymi pozytywną decyzją było wprowadzenie obligatoryjnego uczestnictwa wszystkich szkół podstawowych w „grach i zabawach” oraz czwórboju lekkoatletyczny. Z funkcji przewodniczącego Rady zrezygnowałem po 1,5 roku widząc nikłe efekty swoich działań. Ponadto „Rada” nie miała żadnego wpływu na najistotniejszą sprawę, jaką był rozdział pieniędzy na działalność klubów. Tutaj od lat decyzja należała i należy do Prezydenta Miasta. W trakcie obowiązywania „Strategii” napisałem 2 obszerne artykuły w których głównym zarzutem było nierealizowanie zadań mających na celu budować wyczynowych dyscyplin w oparciu, w dużej mierze, o własnych wychowanków. W tym okresie czasu nadzór nad sprawami sportu sprawował Wydział Polityki Społecznej, którego szefową była p. Joanna Wiloszek zaś całość nadzorowała p. Ewa Ryszka.  W 2011 roku napisałem podsumowanie realizacji „Strategii Sportu w Rybniku na lata 2004 – 2010” pod znamiennym tytułem „Nierealizowana Strategia”. W zasadzie nie było żadnej reakcji i przez kilka lat sport w Rybniku nie był poddawany żadnej ocenie.

Dopiero w 2014 roku przy okazji wyborów podjęto opracowanie nowej „Strategii” i zlecono to firmie z Czeladzi. Jak się później okazało była to przykrywka celem opłacenia tej samej firmie prac dotyczących zbliżających się wyborów prezydenta. „Strategia” opracowana przez firmę z Czeladzi okazała się „wielkim bublem” i została zdecydowanie skrytykowana przez całe sportowe środowisko z Rybnika a kosztowało to miasto blisko 100.000zł.

Opracowanie kolejnej „Strategii Sportu dla Rybnika” podjęła się grupa sportowych działaczy z Lechem Kowalskim (siatkówka) i Markiem Pietrasem (dziennikarz sportowy) na czele. Nowa „Strategia” okazała się zdecydowanie lepsza od „bubla z Czeladzi” i została zaakceptowana przez radnych i sportowe środowisko Rybnika. Jako autor poprzedniej „Strategii” przekazałem do „Biura Sportu UM” kilka uwag, które moim zdaniem winny mieć swoje  miejsce:

1) Po pierwsze w „Strategii” musimy jasno określić jakie w Rybniku są dyscypliny wiodące, perspektywiczne i rekreacyjne. Widzę tutaj rolę Rady Sportu, która winna pomóc Panu Prezydentowi i radnym w określeniu dyscyplin na które w naszym mieście stawiamy.

2) Uważam, że w „strategii” winien się znaleźć zapis nakazujący obligatoryjnie „dyscyplinie wiodącej” organizację szkolenia własnych wychowanków na mistrzowskim poziomie. Przykład koszykówki żeńskiej, która od lat jest „wańką – wstańką”, bowiem nie potrafiła zorganizować solidnego szkolenia zaplecza jest wymowny.

Obecnie w Rybniku solidnie szkoli własnych wychowanków dżudo, siatkówka, szermierka, koszykówka męska, boks, zapasy, szachy. Coraz lepiej poczyna sobie piłka nożna mimo wielu mankamentów jakie opisałem w jednym z felietonów. Szef żużla p. Mrozek stawia na szkolenie własnych wychowanków, lecz aktualna sytuacja zmusza żużel do korzystania  z posiłków z zewnątrz.

3) Osobną kartę w rybnickim sporcie stanowią „sporty walki” i tutaj p. Prezydent ma „twardy orzech do zgryzienia” przy przydzielaniu grantów na szkolenie. Niestety mnogość odmian, stylów powoduje, że trudno ocenić wartość wyniku sportowego. Przyjaźnię się z mistrzem Jasiewiczem i w pełni doceniam rolę trenerów „sportów walki” w wychowaniu i usprawnianiu setek młodych ludzi. Nie jestem jednak fanem „walk w klatce” i sadzę, że jednak w „sportach walki” głównie winno decydować kryterium „olimpijskie”. Coraz lepsze wyniki trenera Mariusz Wowry, który steruje w kierunku olimpijskiego Ju-Ji-Tsu są w pewnym sensie  drogowskazem.

3) W nowej „Strategii” brakuje mi bardzo ważnego punktu jakim jest konieczność korelacji zajęć SKS w szkołach podstawowych i gimnazjach z wiodącymi dyscyplinami sportu na jakie stawiamy. Nie ma mowy o rozwijaniu sportu dzieci i młodzieży w klubach, bez ścisłej współpracy ze sportem szkolnym. Na zajęcia SKS miasto wydaje rocznie setki tysięcy złotych i moim zdaniem oprócz podstawowego zadania jakim winno być wciąganie do „ruszania się” jak największej liczby dzieci, winno się mieć na uwadze dyscypliny sportu jakie są w mieście priorytetowe. W szczególności chodzi mi o „królową sportu” czyli L.A. która  w naszym mieście ma spore tradycje a obecnie doskonałe warunki do rozwoju.

4) Kolejna sprawą, która musi być w „Strategii” mocno zaakcentowana to kontrola efektywność szkolenia w ramach „klas sportowych”. Na „klasy sportowe” miasto wydaje ogromne sumy pieniędzy i kontrola ich efektywności jest konieczna. Jeśli do klas sportowych nie ma właściwego naboru do szkolenia nie przyniesie właściwych efektów. Efekt szkolenia to ilość zawodników, którzy mieszczą się w kadrach wojewódzkich, Polski czy też  w ligowych zespołach.

 

Jedną z najbardziej istotnych spraw to przydzielanie przez Miasto pieniędzy na działalność klubów. Dotychczas człowiekiem, który decydował o ostatecznym podziale środków był Prezydent Miasta i chyba tak jest do dzisiaj. Prezydent posiłkował się opinią Komisji w skład której, wchodzili pracownicy Biura Sportu i tzw. „czynnik społeczny” czyli osoby które w żaden sposób nie były związane z danym klubem. Zastanawiałem się na tym, kiedy przeczytałem w składzie „czynnika społecznego” osobę, z zawodu pielęgniarkę, bez fachowego wykształcenia która „sportową karierę działacza” zaczynała od parzenia kawy  w klubie sportowym. Ocenić poziom organizacyjno-sportowy, wagą wyników sportowych, możne jedynie doświadczony trener z przygotowaniem wuefickim i długoletnią praktyką. Na szczęście Szefową Biura Sportu jest p. Joanna Hawel długoletnia pracownica Wydziału, która w początkach kariery pracowała z p. Antkiem Skowronem doskonałym organizatorem i działaczem sportowym. Jest również p. Michał Adamik, który przez lata pracy nabył potrzebnego doświadczenia i potrafi jak to się mówi „odróżnić ziarno od plewy”. Moim skromnym zdaniem obecna ekipa z powodzeniem potrafi Panu Prezydentowi przygotować solidny materiał. W wypadku wątpliwości jest w obecnej Radzie Sportu szereg osób, które zawsze mogą służyć radą. Zauważyłem, iż odpowiedzialny za sprawy sportu w mieście wiceprezydent p. P.Masłowski podejmuje decyzje w sposób rozważny i przemyślany. Sam zresztą jest uczestnikiem wielu rekreacyjnych zawodów co dobrze świadczy o jego kondycji fizycznej. Istnieje w naszym mieście kilka klubów i dyscyplin sportu, które budzą we mnie mieszane uczucia i wątpliwości. Miedzy innymi mam na myśli MTB Silesia, która przez szereg lat otrzymywała z miasta dotację w wysokości 100.000zł zaś jeżdżący w klubie kolarze prawie w całości byli wychowankami klubów z całej Polski. Ktoś  może zareagować mówiąc, iż koszykarki i żużlowcy również w zdecydowanej większości są spoza Rybnika. Jednakże zarówno żużlowców jak i koszykarki mogły oglądać tysiące rybnickich kibiców jak również promocja miasta przez te dyscypliny sportu była nieporównywalnie większa.  Obecnie kolarze zmontowali ponownie zespół kolarzy szosowych, w których niema ani jednego rybniczanina i zapowiadają energiczne szklenie własnych zawodników. Pożyjemy! Zobaczymy!

Dwoma rękami podpisuję się pod dalszym rozwojem ścieżek rowerowych i amatorskiego kolarstwa, bo jest to piękna i zdrowa dyscyplina sportu.

Również pięknej dyscyplinie sportu jaką jest żeglarstwo prowadzi dobrą robotę wykonuje od lat trener Jacek Błaszczyk którego wychowankowie są w Kadrze Polski. Mam  natomiast pewne wątpliwości, kiedy dowiaduję się ze miasto przeznacza sporą kwotę na dofinansowanie żeglarzy biorących udział w tzw. Regatach Biznesmenów”.

Miasto Rybnik od lat stwarza dobre warunki dla rozwoju różnego rodzaju „Lig Amatorskich”, w których uczestniczy tysiące młodych i starszych ludzi, kochających sport i doceniających wagę „ruchu” we współczesnym świecie. Jestem pełen podziwu dla doskonałej działalności    p. Tadka Bonka, który z powodzeniem od lat prowadzi jedną z najlepszych w Polsce „Amatorskich Lig” w siatkówce. W pełni doceniam animatorów Lig amatorskich w piłce nożnej w osobach p. Tomasza Komorowskiego, i innych społecznych działaczy.

Również koszykówka od ponad dwudziestu lat ma swój „RALK” i „Rynek – Basket” które to rozgrywki prowadzi Ksawery Fojcik przy potężnym wsparciu MOSiR-u Rybnik. Cieszy widok coraz większej liczby rybniczan na rowerowych ścieżkach. Jestem pełen uznania dla kol. Andrzeja Piechy który  z powodzeniem od lat prowadzi „Akademię Biegania”. Przy okazji chciałem podkreślić bardzo dobrą robotę jaką wykonują p. Rafał Tymusz                        i p. Arkadiusz Skowron, właśnie na odcinku rozwoju sportu amatorskiego.

Na zakończenie mego długawego  felietonu chciałem zwrócić uwagę na jedną z najistotniejszych spraw w naszym sporcie wyczynowym czyli o spawie  naboru uzdolnionych ruchowo dzieci do wyczynowych sekcji. Przed laty kiedy pisałem „Strategię Sportu na lata 2004 – 2010” zaproponowałem aby w prawie każdej szkole podstawowej od I klasy powstała jedna klasa grupująca dzieci o uzdolnieniach do sportu. Program ten nazwałem ”Pilotażowy program szkolenia dzieci uzdolnionych ruchowo”. Program ten miał być antidotum na nieszczęsną reformę oświaty, która dała powodzenie lekcji wf w kl. I – III w ręce pani z nauczania początkowego, które niestety nie zawsze były do tego właściwie przygotowane. Zakładam, że w tych „usportowionych” klasach główny nacisk będzie położony na rozwój motoryki a w szczególności koordynacji ruchowej, szybkości, zwinności itd. Prowadzone byłyby również w ograniczonym zakresie elementy tych dyscyplin sportu jakie w naszym mieście są wiodące. Niestety moje wysiłki nie znalazły uznania zarówno u władz oświatowych jak i trenerów innych dyscyplin . W tym roku szkolnym byłem zaproszony przez Dyrektorkę SP-8 p. Błożycę na dwie piękne imprezy wpisujące się właśnie w moje pomysły sprzed ponad 10 lat. To właśnie wuefistki z SP-8 p. Beata Solak (córka słynnej wuefistki p. Marysi Gajny) wraz z p. Beatą Spieok prowadzą dwie imprezy:

- „Olimpiada Przedszkolaków” z udziałem 13 przedszkoli

- „Olimpiada kl.I” z udziałem 9 zespołów.

Również Szkolny Związek w ramach zawodów wojewódzkich organizują turnieje „gier i zabaw” które w Rybniku od lat wygrywała SP-3, w której uczyli Krzysztof Knejas i Bogusław Marciak. Obecnie wygrywa zawody SP-32, gdzie dyrektorka szkoły p. Mirela Krakowczyk dała prowadzenie lekcji wf w kl. I – III w ręce doskonałej wuefiorki p. Kasi Piechy. Prezes ZMSZS Grażyna Szulik dodatkowo organizuje turniej „gier i zabaw” dla kl. IV w którym bierze udział spora ilość szkół. Piszę o tym dużo, bowiem uważam, że nasze rybnickie kluby, trenerzy, niestety nie doceniają jak ważną sprawą jest szkolenie uzdolnionych dzieci od I klasy szkoły podstawowej. Piłka nożna, dżudo w Rybniku prowadzą szerokie szkolenie już od przedszkola jednak przyjmują dzieci, których rodziców stać na opłacenie składki i dowiezienie  dziecka na trening. A ilu w Rybniku w szkołach w klasach I – III mamy uzdolnionych jednostek, które tzw. „złoty wiek rozwoju motoryczności dziecka” mają zmarnowany bowiem „pani z nauczania początkowego” przez 3 lata ani razu nie przeprowadziła porządnych zajęć?

Obecnie w dobie komputerów, gier trzeba bardzo dużo zrozumienia przez rodziców i wychowawców, aby „za młodu” zaszczepić dziecku chęć do systematycznego ruchu. Przyznając, że sprawy „naboru” – poszukiwania uzdolnionych jednostek w mojej pracy trenerskiej były fundamentalne. Obecnie przygotowuję właśnie w tym temacie obszerny program, który wkrótce przedstawię władzom oświatowym trenerom do akceptacji i ewentualnej realizacji. Jestem dobrej myśli, bowiem konieczność postawienia na wysokim poziomie zajęć wf w kl. I – III widzi również p. Tadeusz Bonk z Wydziału Edukacji, spora ilość dyrektorów szkół, nauczycieli wf, trenerów różnych dyscyplin oraz pracowników Biura Sportu UM.

 

                                                                                                                     Andrzej Zygmunt

 

Rybnik, dnia 10.09.2016r.